Szukanie bliskość w czasach szklanego ekranu...Słów kilka o lęku przed bliskością, w kontekście zaburzeń osobowości

Ludzie szukają bliskości drugiego człowieka od zawsze. Jesteśmy z natury istotami społecznymi. Do nie dawna jedliśmy, piliśmy, pracowaliśmy, spotykaliśmy się z drugim człowiekiem osobowo, praktycznie na każdym kroku. Dzisiejsze czasy to zmieniają i żyjemy trochę obok siebie. Patrzymy na siebie, jakby cytując piosenkę TACONAFIDE śpiewanej z Dawidem Podsiadło - "Tamagotchi" "przez szkło". Mało w tym dawnych wzorców sprzed lat. Pracujemy zdalnie, spotykamy się i rozmawiamy na portalach społecznościowych, w niektórych krajach np. Korei spożywa się nawet posiłki dzieląc się swoimi przeżyciami gastronomicznymi z 2 osobą za pośrednictwem ekranu komputera. Czy wpływa to na jakość życia - pewnie tak, jest szybciej i łatwiej. Czy wpływa to na nasze relację z ludźmi - na pewno. Człowiek za ekranem 2 komputera nie przytuli, trudniej dostrzeże niewerbalne sygnały samopoczucia, łatwiej jest udawać, ukryć się za stworzonym przez siebie wizerunkiem. Trudniej poczuć tą prawdziwą bliskość, która daje napęd do podnoszenia się w trudnych chwilach.
Życie za szklanym ekranem daje również pole do rozwoju nieprawidłowych wzorców funkcjonowania na co dzień - z naciskiem na nieprawidłowe wchodzenie i tworzenie relacji międzyludzkich i nieprawidłowe regulowanie emocji. Wspomniane przeze mnie nieprawidłowości nazywane są zaburzeniami osobowości (jeśli nie demonstrują się w pełni u danej osoby mówimy o rysie osobowościowym).
Gdy powstaje taki nieprawidłowy schemat, ludziom trudno jest osiągnąć pełną satysfakcję z relacji, popadają w częste konflikty, momentami źle się czują wśród ludzi.
Badacze mówią o tym, że epidemią dzisiejszych czasów jest depresja, często nie wspominają o zaburzeniach osobowości i ich rysach.
Sygnałem, że kogoś dotyczy ten temat jest ambiwalencja do kontaktu z drugim człowiekiem.
Ambiwalencja w tym wypadku objawia się szukaniem bliskości drugiego człowieka, a kiedy się jest blisko drugiej osoby odczuwa się dotkliwy dyskomfort. Dyskomfort ten może być dyktowany np. obawą o utratę bliskości lub wyobrażenie o jej nieskazitelności. Clou problemu są głęboko ukryte przekonania dotyczące samego siebie, ludzi i miłości. W momentach bliskości, według doktryny terapii poznawczej, jakby przejmują stery nad człowiekiem. Przekonania wypływają i mogą sugerować z automatu np.: "że ktoś nie zasługuje na miłość", "że ludzie są nieszczerzy", "że miłość zawsze się kończy", "że ludzie są zagrażający". Są to przekonania najczęściej niedostępne danej osobie w pierwszym oglądzie. Do ich treści dochodzi się w trakcie spotkań z terapeutą. Choć są odstępstwa od tej reguły.
Odczuwanie dyskomfortu w bliskich relacjach, wywołuje różne reakcje. Sztandarowym przykładem jest powtarzający się wzorzec ucieczki. Czasem osoby te wchodzą w relacje, które są z góry skazane na porażkę i nie muszą uciekać, bo kolejne związki same się rozpadają. Niektórzy po prostu przyjmują strategię unikania bliskości na żywo - spotkań face to face, kryją się np. za ekranem smartphone'a lub laptopa, bo tam jest bezpiecznie i nie trzeba się konfrontować z trudami bycia w prawdziwej interakcji. Temat nieprawidłowych wzorców wchodzenia w interakcje to temat na książkę i to nie jedną. Ale chciałabym pochylić się choć krótko nad jednym.
Opisując szerzej jeden ze wzorców nieprawidłowego funkcjonowania w relacjach z osobami bliskimi, powtarzający się u osób z osobowością z pogranicza lub z jej rysami...
Kiedy osoba, z tego typu problemem zaczyna tworzyć prawdziwą więź np w relacji damsko - męskiej w pewnym momencie zaczyna czuć się źle. Czucie źle - rozumiem jako napływ gwałtownych negatywnych emocji - lęku, złości i smutku nakierowanych na i do partnera.
Coś w środku jej jestestwa krzyczy: Uciekaj! Bardziej refleksyjne osoby zaczynają się zastanawiać, czy coś z nimi jest nie tak? Nie rozumieją samych siebie. Pojawiają się w nich pytania: O co mi właściwie chodzi, przecież tego właśnie chciałem/łam...?
Z reguły kolejnym etapem  jest racjonalizacja własnych stanów emocjonalnych. Powodów, które mogą pojawić się jako wytłumaczenie dyskomfortu podszytego lękiem przed bliskością, może być wiele. Przykładowo ktoś może myśleć, że "ten związek to nie to czego szuka", "ukochana osoba nie jest tak piękna, dobra, mądra jak się wydawało itd", "podsycony zazdrością twierdzi, że ukochany  spojrzał na innego", Może również stwierdzić "że po prostu to nie to i za drzwiami czeka ten jedyny".
Przy takim stanie relacji: napięciu, pretensjach, niezrozumieniu - zerwanie jest nieuchronną koleją rzeczy. Początkowa ulga po podjęciu decyzji o końcu, dość szybko zostaje zastąpiona kolejną falą smutku i głodu bliskości.
Często taka osoba próbuje wrócić do poprzedniego partnera lub szybko wchodzi w nową relację. Zagłusza emocje alkoholem, seksem, narkotykami, internetowymi portalami randkowymi, portalami społecznościowymi, aby przez chwilę znowu poczuć ulgę i wejść w strefę komfortu.
Błędne koło wchodzenia w relacje z lękiem przed bliskością może toczyć się całe życie.
W moim odczuciu - terapeuty powierzchowność i tempo relacji, jakie dają np. szybkie portale randkowe, tylko pogłębia problem społeczny. Nie chcę przez to powiedzieć, że na portalach społecznościowych nie można znaleźć partnera na całe życie. Ale z punktu terapeuty spotykanie się tylko po to żeby odczuć bliskość fizyczną, zwracanie uwagi na wygląd, albo pisanie i życie w świecie wirtualnym, nie da pełnej satysfakcji ze związków międzyludzkich. A myślę, że nie warto ograniczać się do pół środków, spróbować odczuć smak pełni.
Skąd ten błędny wzorzec i czy można go zmienić?
Etiologia najczęściej jest złożona. Związana jest z licznymi nieprawidłowymi wzorcami i przekonaniami, która dana osoba nabyła w okresie kształtowania osobowości - w okresie dzieciństwa i młodości. Czyli mówiąc prościej niewychowawcze zachowania naszych rodziców i ich negatywne, często krytyczne spojrzenia na życie i ludzi wbudowują w danej osobie zakrzywione negatywne spojrzenie na świat i ludzi. Czasem osoba taka przeżywa traumy i straty w okresie wrażliwym np. śmierć bliskiej osoby. Wywołuje to podświadomy lęk przed bliskością.
Czy można zmienić, naprawić to co rodzice nam nieświadomie "sprzedali" lub los przyniósł?Można. 
Nowe spojrzenie na temat zaburzeń osobowości i ich rysy, daje terapia schematów.
Odpowiadając na pytanie, czy da się z lęku przed bliskością wyleczyć bez ludzi, w tym terapeuty? Odpowiadam - nie da się.
Trzeba odczuć dobroć od ludzi i się na nich otworzyć, żeby przebudować wewnętrzne wzorce. Zaryzykować, opuszczenia gardy i narazić się na bliskość. Myślę, że najbezpieczniej i najzdrowiej dzieje się to we współudziale terapeuty.
Stosując technikę małych kroków, oswajać bliskość jak Mały Książę oswajał liska. Powoli zmieniać swoje ukryte przekonania o ludziach i świecie.Ten krótki wpis na pewno nie oddaje całej różnorodności nieprawidłowych typów wzorców wchodzenia w interakcje. Każda osoba z problemem wymaga indywidualnej konceptualizacji - czyli zrozumienia problemu i jego etiologii, indywidualnych oddziaływań. Nie jest to praca prosta i krótkotrwała, ale czym jest 1-2 lata w obliczu całego życia.
Na koniec..
Zachęcam do bycia wśród ludzi i z ludźmi. Szukając odpowiedzi, co sprawia, że Duńczycy są najszczęśliwszym narodem na świecie, mimo niesprzyjających warunków pogodowych, badacze odkryli, że częste spotkania z ludźmi i wspólne robienie małych rzeczy sprawia, że ludzie czują, że żyją całą pełnią. Wyobrażenie o Polakach jest zgoła odmienne, ale zawsze jest dobry czas na zmianę tego stanu rzeczy.

Popularne posty